piątek, 15 czerwca 2012

Rozwiązaniem jest MIŁOŚĆ


Moje badania nad Matrycą Krystaliczną oraz naturą naszej Rzeczywistości posuwają się do przodu i to dzięki doświadczeniom jakie serwuje mi moje własne życie:) Otóż w ostatnich dniach wydarzyło się kilka znamiennych sytuacji idealnie układających się w ciąg czyszczący moją percepcję i dających wiele odpowiedzi na stawiane przeze mnie pytania.
Preludium do nadchodzących wydarzeń było „przypadkowe” poznanie na FB niezwykłego człowieka, mistrza energetycznego jak siebie on sam określa, bioenergoterapeuty, człowieka pełnego miłości, zawsze i wszędzie spieszącego z pomocą bliźniemu, pana Janusza. Człowiek ów stał się moim przyjacielem ku mojemu zdziwieniu od pierwszego spotkania. Nie spodziewałem się, że można być z kimś tak blisko już po godzinie rozmowy.
Ok. 3 tygodnie temu pojawiłem się u niego w domu. Obejrzałem gabinet. Porozmawialiśmy o wielu ważnych kwestiach. Janusz z zawodową biegłością subtelnie skanował moje ciało w trakcie rozmowy. Masz jakieś ciemną plamę w okolicach wątroby – powiedział w pewnym momencie. A tak – odparłem – to jak najbardziej możliwe, coś tam się dzieje od dłuższego czasu.
Tyle. Janusz nie interweniował. Ja o nic nie prosiłem. Rozstaliśmy się do następnego spotkania.
Cztery dni później.
Ból rozpoczął się ok. 23. Stopniowo narastał. O 24 zacząłem robić na sobie Matrycę Krystaliczną. Ból nie ustępował. Reakcja organizmu na Matrycę była słaba, żeby nie powiedzieć żadna. Inną rzeczą jest, że ból był tak silny, że nie wiedziałem kiedy kończy się transformacja na jednym etapie i kiedy należy rozpoczynać kolejny. Nie wiedziałem co robić. Krople homeopatyczne i apap okazały się śmiechem na sali. Ból cały czas był taki sam. Ciężko mi było siedzieć i ciężko leżeć. W zasadzie z siedzeniem i leżeniem było najgorzej. Najlepiej wychodziło mi chodzenie z konta w kont. Ok. 1 w nocy zdecydowałem się zrobić Matryce porządniej niż za pierwszym razem. Z technicznego punktu widzenia wyszło lepiej, ale efektu nie było żadnego. Nie miałem dużych wymagań. Byle ból się zmniejszył. Nic. Nawet nie drgnął o jotę. Byłem w kropce. Wahadło pokazało mi, ze powinienem wezwać pogotowie. Nie, tylko nie to. Wolałem, aby się do mnie nie dotykali. Już wolałem tak cierpieć.
Szukałem rozwiązania. Jedynym zdawał mi się Janusz. No dobrze, ale przecież jest 2 w nocy. Koszmar. Musze wytrzymać przynajmniej do 6 – 7 rano.
Pozostawię w tym momencie siebie cierpiącego w nocy na kilka chwil i zabiorę was na pewne intelektualne peregrynacje.
Sądzę, że niektórzy spośród was powinni znać koncepcję przesuwania choroby w czasie. Na pewno znają ja wszyscy ci, którzy są po warsztatach Matrycy Krystalicznej prowadzonych przez Huberta. Sztandarowym hasłem Huberta jest opinia, że uzdrawianie w wykonaniu bioenergoterapeutów jest uzdrawianiem z poziomu trzeciej gęstości i jedynie przesuwa chorobę w czasie lub tworzy inne negatywne zjawisko w życiu pacjenta czyli uogólniając działanie bioenergoterapeutyczne jest oddziaływaniem o naturze dualnej gdzie eliminacja minusa i tworzenie plusa powoduje jednocześnie pojawienie się usuniętego minusa w innym miejscu i czasie.
Nie ma jak teoria. Fajnie się ją czyta gorzej jak trzeba przejść do brutalnej praktyki w życiu.
Otóż wówczas w nocy, kiedy skręcałem się z bólu, pojawił mi się w głowie taki dylemat – czy jeżeli zgłoszę się do Janusza i ten uzdrowi mnie bioenergetycznie to tym samym
1/ przesunie on chorobę w czasie?
2/wykreuje jakieś nieszczęście w moim życiu w przyszłości?
Ale co ja mam zrobić z tym bólem? Pogotowie? A czy oni tam, ci lekarze, lecząc mnie nie przenoszą choroby w czasie, albo nie produkują innych „minusów”. Gdyby nie rozrywający mnie ból to bym chyba jakiś traktat na ten temat napisał wówczas w nocy, ale nie było mi dane.
Tymczasem pojawiło się kolejne pytanie. Po jasna cholerę jest ból? Po cholerę, kurwa, chorujemy jeżeli nie można się leczyć bo zaraz wykreujemy jakiś minus, albo przeniesiemy chorobę w czasie. Czy jeżeli nie użyję Matrycy, bo sam nie daje rady, a znajomi śpią to jestem w czarnej d… i musze kręcić się w kółko w piekielnym karmicznym kole. Przecież to jakaś paranoja, a Bóg jest w pierwszej parze tego balu.
Oczywiście wstępnie znowu się zagotowałem i z góry odrzuciłem mądrości Huberta. Tak być nie może. To jest jakiś absurd, aby Bóg stawiał człowieka w sytuacji bez wyjścia. Trzeba szukać inaczej, gdzie indziej. Stop. Dość. Reset. Teraz odpuszczam. Pomyślimy później i inaczej.
Ból trwał a ja z nim. O 6 z minutami wysłałem sms-a – jak będziesz na nogach to daj znać, skręcam się z bólu. Janusz po chwili oddzwonił. Jak się okazało nie spał już od dwóch godzin. Natychmiast przesłał mi energię. Niemal od razu zacząłem się maksymalnie pocić. Janusz dzwonił do mnie z początku co kilka, kilkanaście minut pytając o mój stan. Cały czas słał energię. Ponieważ ból przez pierwsze godziny się nie zmniejszał Janusz cały czas pracował. Stan był naprawdę poważny i z całą pewnością kwalifikowałem się do szpitala.
Po pewnym czasie zacząłem wyczuwać coraz większe gorąco w ciele. W pewnym momencie miałem wrażenie palącego się we mnie ognia. Co jakiś czas wstawałem z łóżka i sikałem na potęgę. W tym samym czasie nic nie piłem. Nie byłem w stanie. Zaledwie kilka łyków wody przeszło mi przez gardło. Ból bardzo powoli ustępował. Pierwsze zmiany na plus były widoczne po 2 – 3 godzinach, ale ból całkowicie ustąpił dopiero ok. 22 czyli niemalże po 24 godzinach. Ostra uzdrowicielska jazda :).
Następnego dnia leżałem osłabiony jak neptek. Tylko kiepeła pracowała roztrząsając nocne dylematy. To co mówił Hubert było przekonujące lecz jak to można pogodzić z wybawieniem, które przyniósł mi Janusz? Czy fakt, że zabrał mi ból jest moim wybawieniem czy potępieniem? Jeżeli nie ma karmy jak mówi Hubert to jego słowom przeczy, że zabieg bioenergetyczny przenosi chorobę w czasie? A może jest odwrotnie? Może fakt, ze taki zabieg przenosi chorobę w czasie jest dowodem na istnienie karmy? Ufff, można się zakręcić.
Ja nie podważam, że zabieg bioenergetyczny przesuwa chorobę w czasie. Uważam, że tak jest i nawet kiedyś sam tego doświadczyłem na malutkim przykładzie buli jakie miałem w prawej nodze, które po zabiegu bioenergoterapeutycznym ustąpiły by odnowić się ze zdwojona siłą po kilku latach. Uważam natomiast, że jest coś więcej ponad prosty schemat zawarty w opinii – zabieg bioenergoterapeutyczny przenosi chorobę w czasie – Otóż uważam, że tym czymś co eliminuje zacytowaną wyżej zasadę jest MIŁOŚĆ.
Doszedłem do tego jak zwykle nie sam tylko za przyzwoleniem mojej kochanej Wyższej Jaźni, która w trakcie moich rozważań przesłał mi impuls sugerując, że właśnie MIŁOŚĆ jest tym czymś co gwarantuje NIE PRZENOSZENIE choroby czy tworzenie jakichkolwiek minusów w naszą przyszłość.  W tym sensie Hubert nie miał racji i miał ja zarazem ponieważ piąta gęstość do której się odwołuje jest właśnie miłością. Patrząc z perspektywy piątej gęstości czyli MIŁOŚCI właśnie każdy zabieg wykonany przez osobę znajdującą się na tym poziomie czyli emanującą MIŁOŚCIĄ jest zabiegiem nie tworzącym dualności, minusów czy innych chorób. Nie ważne jaką techniką posługuje się ta osoba. Jeżeli czyni to z poziomu MIŁOŚCI to czyni ona MIŁOŚĆ wokół niej, a nie kolejną wersję dualności.  /Inna oczywiście kwestią jest czy każdy i ilu uzdrowicieli działa z perspektywy MIŁOŚCI :)/
Te przemyślenia i nowa perspektywa jaka stała się moim doświadczeniem dzięki wspomnianej oczyszczającej bolesności sprawiły, że w zupełnie innym świetle zobaczyłem i samą Matrycę Krystaliczną.
Po raz kolejny przekonałem się, że Matryca Krystaliczna nie jest panaceum. 
Możemy zatem odnotować, że do listy „niemożności „ Matrycy Krystalicznej obok chorób na tle bakteryjnym i wirusowym możemy dopisać również tzw. stany zapalne.
Chcę podkreślić w tym przypadku zdecydowanie, że nie neguję możliwości wykorzystania Matrycy i w tych wypadkach, niemniej pisząc powyższe zdanie kieruję się przede wszystkim tzw skutecznością natychmiastową a nie kwestią całkowitego i dogłębnego uzdrowienia. I niech będę w tym momencie własnym przykładem potwierdzającym moje słowa – w chwili obecnej pracuje codziennie z Matrycą Krystaliczna, aby uzdrowić moją wątrobę i narządy wewnętrzne /pojawiły się różne komplikacje z jelitami/ i wiem, że Matryca jak najbardziej działa i stopniowo przynosi ulgę. Postanowiłem natomiast stworzyć „listę niemożności” Matrycy, aby pomóc „oczyścić” siebie oraz te wszystkie osoby, które podobnie jak ja w swej naiwności „chwyciły Boga za nogi” i już miały nie puścić kiedy nagle „bóg” nie zadziałał i nagle, zrobiło się przykro. Ponieważ niestety nasz nauczyciel  tego nie zrobił muszę na własny użytek  wprowadzić te klika korekt, aby zejść na ziemię i móc świadomie cieszyć się z cudownego narzędzia jakie przyniósł nam Hubert. Świadomość tego co trzyma się w ręku jest tym bardziej zniewalająca im więcej wiesz na temat trzymanej cudowności, a im więcej na jej temat  wiesz tym więcej wiesz o sobie. A oto właśnie mi chodzi. Najlepszego.

sobota, 26 maja 2012

Uzdrowiciel Duchowy

Uzdrowiciel duchowy współcześnie bywa niejednokrotnie ostatnią instancją dla wielu osób pragnących zmiany. Ktoś kto pragnie zmiany jest również na nią gotowy. Tajemnicą, obszarem niepojętym dla klienta jest fakt, że zmiana choć przyjdzie na pewno nie musi być tym czego pragnie. Siłą uzdrowiciela jest głęboka wiara w siebie, świadomość kim jest on sam jak i jego klient.

Uzdrowiciel jest Boską  Miłością perfekcyjnie definiowaną przez Wdzięczność, Współodczuwanie, Przebaczenie, Skromność, Zrozumienie i Dzielność – sześć cnót serca będące darem dla ludzkości od WingMakers. Nie miejsce tu na długie opisy i analizy czym są cnoty serca. Każdy kto je pozna dostrzec powinien ten prosty fakt, że wszystkie one są już mu znane. Któż nie zna słowa wdzięczność czy przebaczenie. Wszyscy je znamy. To co wnoszą WingMakers w nasze życie to większą świadomość tego co już w naszym świecie jest. Cnoty serca są wibracjami o wielu poziomach opisywania i rozumienia rzeczywistości. Każde słowo wypowiadane przez nas niesie emocje, uczucia pozytywne lub negatywne. To są konkretne wibracje. Wspomniane sześć słów zwanych cnotami serca są wielo fasetowe, wielo poziomowe, są forpocztami boskich wibracji, kojących, oczyszczających, kształtujących, budujących nas, naszą przestrzeń, a jeżeli wyrazisz taką intencję to wspierających również innych i ich przestrzenie.

Uzdrowiciel duchowy, każdy, niezależnie czy jest świadomy obecności WingMakers w naszym świecie czy też nie, sam wibruje częstotliwościami Boskiej Miłości. Klient potrzebuje go, ponieważ Uzdrowiciel jest człowiekiem. Klient wierzy w pomoc czynioną z reki drugiego człowieka. Klient jest o oczko wyżej w ludzkiej hierarchii pojmowania rzeczywistości gdzie każdy człowiek jest przekonany o byciu zależnym od innego, lepszego, mądrzejszego, bogatszego, zdolniejszego, lepiej lub specjalistycznie wykształconego człowieka. Klient nie wie kim jest, nie wie, że mógłby to wszystko o co prosi uzdrowiciela uczynić sam, ale w przeciwieństwie do innych wierzy w jego, uzdrowiciela, moc.

Tymczasem prawdziwa „moc” uzdrowiciel polega, paradoksalnie, na nic nie robieniu. Tę „moc” nic nie robienia daje uzdrowicielowi zrozumienie różnicy pomiędzy jego umysłem, stojącym za umysłem ego oraz Boskością jego samego, uzdrowiciela. Tę „moc” zasila Miłość do Stwórcy, do siebie i wszelkich istnień. Tę „moc” zasila i pozwala nic nie robić świadomość, że oto przyszedł klient, Boska istota przedzierająca się przez trzecią, fizyczną gęstość, gotowa na „cud” własnej boskości. Gotowość na cud wcale nie oznacza zdolności jego pojęcia i zaakceptowania. Ba, może być i tak, że klient jest wręcz niezdolny go dostrzec. Zdarza się równiez i tak, że nawet kiedy jest zdolny i dostrzega go to jest niezadowolony bo „cud” nie ugłaskał ego klienta, bo nie zostały spełnione ego-pragnienia. Zamiast „cudu” jest ból, lęk, a w konsekwencji pojawia się pretensja i agresja.

Żyjemy za tysiącami zasłon. Za tyloma ile tylko jesteśmy sami zdolni stworzyć. To one generują mrok i blokują naszą zdolność pojmowania i odczuwania naszej Boskości. Są potężne. Tak jak i my sami. Ciężko. Ale od tego jest trzecia gęstość. Jest drogą po poligonie nieskończonych możliwości. Na poligonie można znaleźć wszystko od piekła po niebo, a i spotkać kogo tylko sobie zażyczysz. Jedyne co musisz potrafić to umieć rozróżnić zachowując w głębi swej świadomości, że to co dzielisz jednym jest. Tak jest dziś i jeszcze jakiś czas będzie, nie jest wskazane się łudzić.

Klient przychodzi do Uzdrowiciela duchowego, a on nic nie robi. A czy ktoś w ogóle coś tu robi? Owszem, tak. Uzdrowiciel robi to co może najlepszego – odsuwa się na bok, usuwa się by zrobić miejsce dla Wyższej Świadomości, oddaje pole dla Stwórcy.
Klient przychodzi do człowieka bo wierzy we własną słabość. Uzdrowiciel wierzy w moc klienta, to kim on jest i z kim połączony. Uzdrowiciel wie, że jego zadaniem jest uruchomić proces, reszta należy do Stwórcy i Istoty klienta. To co się dzieje przebiega na planie Matrycy Krystalicznej, którą w daleko idącym skrócie możemy określić jako krystaliczną siatkę nieskończonych możliwości.
Dociekanie o tym jak zmiana się dokonuje, moim zdaniem w najbliższej przyszłości nie da odpowiedzi i w pewnym sensie jest przedwczesne. Niemniej uważam, że nie jest to obszar dla nas zamknięty, jakaś kolejna sfera tabu. Jest po prostu za wcześnie, to jeszcze nie ten moment. To przyjdzie, tak jak dziś przyszła sama Matryca Krystaliczna jako technika i jako informacja - już samą swoją obecnością podnosząca naszą świadomość.. 

środa, 14 marca 2012

Głębia istnienia.

Rozpoczynając ten tekst chciałbym przede wszystkim was bardzo przeprosić za moje słowa. Język jest bardzo ułomnym narzędziem, a ludzie nieświadomi skali w jakiej podlegają wpływom własnego ego, są bardzo wrażliwi na wszelkie słowa pobudzające ich niskie mniemanie o sobie co skutkuje obrażaniem się i w konsekwencji obniżeniem poziomu koncentracji oraz zdolności słyszenie tego co piszący te słowa chciałby rzeczywiście przekazać.
Musicie wiedzieć, że słowa są formą energii do której podłączone są formy energetyczne znane pod nazwą egregorów czy też myślokształtów. To my sami obarczamy słowa tymi bytami. Wielokrotnie powtarzając jakieś słowo z określoną intencją obarczamy je wibracja ujemną lub dodatnią. Dajemy życie. Jesteśmy dawcami życia. Twórcami. Nie wiedzieliście? :):):) Ładunki zmieniają się w zależności od środowiska i kultury. Typowym przykładem jest słowo – „sekta”. W Polsce słowo to wypowiedziane w tzw towarzystwie lub w miejscu pracy na temat jednego z członków danej społeczności natychmiast eliminuje daną osobę z takiej grupy lub co najmniej na bardzo długi czas, jeżeli nie na zawsze stygmatyzuje. Tymczasem to samo słowo wypowiedziane w Indiach wzbudzić może jedynie zainteresowanie słuchaczy u jakiego mistrza kształciła się osoba, o której się mówi.
Wspominam o tym po to, abyś wiedział, że słowa niosą różne ładunki/wibracje, które niespodziewanie dla ciebie samego nagle mogą rezonować z czymś co jest w tobie o czym nie masz pojęcia i wywoływać pewne zachowania i reakcje o które byś nawet siebie nie podejrzewał. Z kolei nie podejrzewasz siebie o pewne reakcje ponieważ nie znasz siebie, a nie znasz ponieważ nie monitorujesz siebie przez dłuższy czas, a nie robisz tego ponieważ nie masz takiego odruchu wyrobionego, a nie masz go wyrobionego ponieważ nikt cię tego nie uczył ani od ciebie przez całe życie nie wymagał, a nie wymagał ponieważ wychowywany byłeś na bezwolna kukłę, robota, dostarczyciela energii w postaci wykonanej pracy i pieniędzy. Nie uważasz, że jesteś robotem i bezwolna kukłą? A ja tak uważam. Teraz już wiesz dlaczego na początku postanowiłem cię przeprosić.
Piszę te słowa nie po to, aby cię upokorzyć. Nie żywię się twoją energią więc nie mam powodu tak robić. Są inni co prowokują cię celowo, abyś nienawidził i mścił się na swoich bliźnich i to właśnie oni żywią się twoja energią. Ja do tych pasożytów nie należę.
Piszę te słowa, aby tobą potrząsnąć, abyś w końcu otworzył oczy i dostrzegł KIM JESTEŚ i CO TU ROBISZ! Piszę te słowa, abyś przestał zajmować się pierdołami i w końcu skupił się na sobie.
Nie możecie już tak dłużej żyć.
Istnienie ludzkości na planecie jest naprawdę zagrożone. Zagrożone nie przez złą elitę, ale przez waszą OBOJĘTNOŚĆ. OBOJĘTNOŚĆ, powtórzę jeszcze raz. Tak, to ty, on, wy jesteście obojętni. I nie jest ważne, że interesujecie się rozwojem duchowym, oglądacie filmiki o UFO na you tube, a nawet medytujecie. To jest wszystko gówno warte jeżeli nie idzie za tym czyn. Czyn w postaci odruchu serca kierowanego w każdej chwili dnia codziennego do waszych bliźnich, których spotykacie na swojej drodze.
Chciałbym was ponownie przeprosić za moje słowa i razy. Nie chcę być waszym katem, to wy sami nim jesteście.

Skup się na swoim sercu. Spokojnie oddychaj. Wcale nie musisz głęboko. Odpuść sobie własną ambicje i wszystkie te pieprzone podszepty jakie słyszysz w swojej głowie, że musisz być dobry i się wykazać. Przed kim? Przed własnym ego? Odpuść sobie. Odpuść jemu.
Pobłogosław.
Pobłogosław siebie. Pobłogosław ego. Nie wściekaj się na nie. Nie nienawidź go. Ego jest ważne i potrzebne. Ono tylko musi poznać swoje miejsce w tobie. I to ty, nikt inny musi mu te miejsce wskazać. Ale po kolei.

Tak jak powiedziałem, staraj się uspokoić koncentrując się na sercu. To jest miejsce gdzie mieszka nasza Wyższa Jaźń. Nie ma jej gdzieś nad nami. Jest w nas. Jeżeli nie masz pojęcia o Wyższej Jaźni to pomyśl sobie o Bogu. On tam jest – w sercu.
Zacznij odczuwać własne ciało. Sprawdź czy nic cię nie boli, a jeżeli tak jest zadaj pytanie dlaczego? Co jest tego przyczyną? Kiedy zaczęło boleć? Wsłuchaj się w swój wewnętrzny głos. Tylko nie napinaj się za bardzo. Odpuść wszelkie napięcia i tzw. dobre chęci. Im bardziej będziesz chciał tym gorzej wyjdzie.:) A może nie.:) Nigdy nie daj się wpuścić w żaden schemat. Tak się mówi – im bardziej będziesz spięty tym … itd., ale kto wie może akurat u ciebie zdarzy się odwrotnie Pewnie nie, ale…:)
Jak będzie tak będzie. Najważniejsze nie daj nikomu, żadnej osobie ani żadnemu tekstowi prawo wpływania i powodowania tobą. Pozostań wolny zawsze i wszędzie. Pamiętaj jedną zasadę – żyjemy na planecie Ziemia, w najgęstszych wibracjach jakie zna Wszechświat, a to oznacza, że nawet najwznioślejszy mistrz żyjący w ciele fizycznym ma dni kiedy pieprzy bzdury. Więc uważaj, bo być może to jest właśnie ten dzień.:):):).
Idziemy dalej. Kiedy już tak pobadasz siebie to staraj się z tym żyć. Tzn. być zawsze ze sobą, całe dnie. Nie odlatywać tylko być ze sobą. Dzień w dzień. Przypatruj się sobie. Pooglądaj własne reakcje na toczące się wokół ciebie życie. Obserwuj siebie. Obserwuj i innych. Patrz jak oni reagują.
A teraz spróbuj dostrzec JAK patrzysz. Czy jesteś „W” sytuacji pochłonięty przez jej energie czy może będąc w niej potrafisz stanąć z boku. A co myślisz o uczestnikach zachodzącej relacji?
Pewnie ich oceniasz. Oceniasz całe zdarzenie i siebie  i to jakie podjąć decyzję. Może już słyszałeś, że nie należy osądzać? Tak, to prawda. Ale czy wolno oceniać? Jaka jest różnica między osądzaniem a ocenianiem? Co nam wolno a czego nie wolno?
Powiem krótko. OSĄDZANIE jest związane z brakiem neutralności wobec drugiej istoty jaką jest każdy z nas. Osądzasz tzn., że wydajesz wyrok. Oczywiście najczęściej skazujący. To on jest zły, to on …. itd. Żebyś mógł zachować wewnętrzną równowagę i cały czas reagować na to co przynosi życie z pozycji serca i wibracji miłości musisz umieć być NEUTRALNYM. Neutralności nie jest po drodze z osądzaniem natomiast NEUTRALNOŚĆ nie ma problemu z ocenianiem. OCENIANIANIE jest ściśle związane z ważeniem, rozważaniem i jest to umiejętność niezbędna w naszym świecie do przetrwania.

A zatem kiedy już z grubsza jesteś ze sobą możesz zacząć działać.
Wiem, że to robisz. Wiele osób czyni wiele dla innych osób. Nikomu nie odmawiam zaangażowania. Problem polega na pogłębieniu zrozumienia i poszerzenia obszaru. Poza tym nie piszę do aniołów wcielonych tylko do tych, którzy czytają te słowa. Ponownie przepraszam, ale wiem ponad wszelka wątpliwość i doprawdy nie jest to moja wiara tylko wiedza, że przypadków nie ma, tak więc słowa te czytają właściwe osoby, nawet jeżeli trafiły tu „jak kulą w płot” i już nie doczytały do tego fragmentu. Nie przypisuję w tym momencie sobie jakichś zasług, stwierdzam jedynie fakt.
A zatem chodzi mi o ZROZUMIENIE. Abyśmy mogli być skuteczni w ramach mającej miejsce zmiany i dokonać własną obecnością i działaniem zmiany musimy ROZUMIEĆ mechanizmy i WIEDZIEĆ jak to wszystko działa. Być przekonanym o skuteczności i stosować. O czym piszę? O MIŁOŚCI rzecz jasna. Wierzcie mi tym razem na słowo:) – nie musisz medytować, latać po astralu, śnić świadomie, uruchamiać kundalini i innych takich tam, To nie jest niezbędne, aby ten świat przetrwał. Ale niezbędnym jest wysyłanie twojej MIŁOŚCI do Wszelkiego Istnienia.
I jeszcze coś. MIŁOŚĆ masz dawać cały czas, a nie tylko w trakcie zbiorowych medytacji. CAŁY CZAS. DO KAŻDEJ ISTOTY. DO PRZYJACIELA I DO WROGA. CAŁY CZAS.
Oto cała tajemnica zbawienia siebie i naszej planety. Jeden Jezus to w obecnej sytuacji za mało. Potrzeba miliony Jezusów. Nie, to nie bluźnierstwo, ani też nie dowcip. W każdym z nas jest taka moc.

Nie żyj wizjami. UFO, HAARP, GMO, KRACH FINANSOWY, WYBUCHY NA SŁOŃCU, SPISKI, i masa, masa innej negatywnej aktywności naszych braci o zamkniętych sercach. Zostaw to. Nie koncentruj się na tym. To jest ciekawe, czasami ważne, a czasami bardzo ważne, ale to nie może odciągnąć cię od TWOJEGO SERCA. Odciąga zaś jeżeli stale żyjesz tymi zamiennikami. MASZ MIŁOWAĆ. MASZ TWORZYĆ ŚWIATŁO. MIŁOŚĆ. I masz tą miłością obdzielać nas i ich. Wszystkich.
Żyj z Głębi Swego Serca. To jest moja misja i niech stanie się twoją.
Życie z głębi serca oznacza nie osądzanie, oznacza błogosławienie, oznacza dawanie przykładu, oznacza odpuszczanie, oznacza kontrolowanie siebie i własnych emocji, oznacza nie posiadanie ambicji, oznacza ustępowanie jeżeli jest taka konieczność, oznacza stwarzanie możliwości, oznacza odważenie się, oznacza bycie autentycznym, jednoznacznym, oznacza zrozumienie, oznacza przebaczenie, oznacza nie wywyższanie się, oznacza bycie wdzięcznym, oznacza dzielenie się własna mądrością.
I nic na siłę. Życie z głębi serca oznacza, że jeżeli ktoś mówi NIE to należy to uszanować, nawet jeżeli oznacza to dla naszego brata zamknięcie jakiś drzwi, które my usiłowaliśmy przed nim otworzyć.

Błogosławię cię